Adaptacja w toku. Przy wolnej niedzieli postanowiłem się
przejść, coby dowiedzieć się, jak właściwie mam się dostawać z Kamczatki na
uczelnię. 2,5 km, akurat na spacer – kierunek znałem, teoretycznie droga
prosta, ale nie byłbym sobą, gdybym poszedł „tak o” do celu. Udało mi się
zrobić całkiem ciekawe 10 kilometrów, których to przebycie przyniosło garść
kolejnych obserwacji i zdjęć. A że jest już czwartek, to uzbierało się jeszcze
parę rzeczy z normalnego tygodnia. [Pojawiały się anonimowe głosy, że zrzędzę – nie martwcie się, dziś będzie
weselej, bo zdarzają się tu też rzeczy pozytywne. Czasem.]
![]() |
| Ot, urokliwa alejka. |
Ogólnie to ładnie tu. Miasto wyposażone jest w kilka parków
porozrzucanych po okolicy, w tym Caroline Amalie Lund rzut beretem ode mnie.
Drzewka, równo przycięta trawka, ład i porządek – przy dobrej pogodzie
walają się na murawie jacyś ludzie nawet. Z psami się też prowadzają, ale teren
raczej nieobsrany, jest plus. Obok jakieś muzea, namioty koncertowe, galerie
sztuki – słowem: wypoczynek i kultura. Kawałek dalej, po przeciwnej stronie
głównej ulicy spoczął sobie urokliwy cmentarz. Zupełnie inny od znanych mi
wschodnio/środkowoeuropejskich nekropolii, będzie kiedyś o nim specjalny post
ze zdjęciami.
![]() |
| Park - dróżka, trawka, drzewka, sielanka. |
O ruchu ulicznym. Wcześniej pisałem o wózkach elektrycznych,
przez co można by nabrać wrażenia, że Duńczyki nieruchawe są i utuczone. Muszę zwrócić im honor, ponieważ nacja ta
namiętnie jeździ na rowerach - serio, jest tu ich naprawdę od cholery, takich
jeżdżących i przypiętych pod domami i wszelakimi instytucjami. Infrastruktura
do tych celów również: eleganckie pasy dla rowerów na głównych drogach, rozbudowana
sieć szlaków, stojaki gdzie popadnie, a nawet „fototradary” – liczniki dziennego
i rocznego ruchu cyklistów na danym odcinku. Nikt nie łazi po ścieżkach
rowerowych, tak samo nie zauważyłem rowerzystów na chodnikach [ponoć tak
naprawdę nie jest to reguła]. Ciekawa rzecz – za rozmawianie przez telefon w
trakcie jazdy mandat 1000 koron. Więc widok człowieka pchającego swój welocyped
nie dziwi szczególnie. Jak tylko dorwę rower i sam zacznę pedałować, będzie
więcej wrażeń cyklistycznych.
![]() |
| Gratka dla pedofila - znak z dzieciakiem i napisem "Patrz na mnie!" A niżej coś o sąsiedzkiej obserwacji, że niby w celach bezpieczeństwa. |
Nie tylko jeżdżą, ale i chodzą – choć po zmroku generalnie
robi się pusto – jak chcą. Kultura drogowa uznaje absolutne pierwszeństwo
pieszego, co jest dosyć przyjemne z niezmotoryzowanego punktu widzenia. Kiedy
kroczyłem sobie pewnego razu chodnikiem, samochód stojący na wyjeździe z
posesji i czający się na możliwość włączenia do ruchu, na mój widok… cofnął
się, by umożliwić mi swobodne przejście. Szok i niedowierzanie normalnie. Przejść
dla pieszych jest niewiele, zazwyczaj są tylko przy większych skrzyżowaniach, zatem
przechodzi się na drugą stroną w dogodnym punkcie. Może to jednak nielegalna
praktyka, ale policji jako żywo, od tygodnia nie widziałem żadnej. W ogóle dziś
dopiero po raz pierwszy słyszałem i widziałem jakieś pojazdy na sygnale. Po
roku mieszkania we Wro na dojazdówce do szpitala czuje się różnicę.
![]() |
| Horseńskie centrum kryzysowe. Albo depresyjne. Nie do końca zrozumiałem. |
Nie tylko chodzą, a nawet biegają. Młodzi, starzy, płci
wszelakich [dziś widziałem dwóch łysych biegaczy z rzędu, ale nie wiem, czy to
jakaś prawidłowość]. Pojawiają się też obrazy co najmniej zapadające w pamięć.
Na przykład mijający Cię biegiem mężczyzna [też łysy w sumie].
Tak po 50-tce.
Ze zdeformowaną, niesprawną ręką.
W deszczu.
W tym momencie pytasz się siebie „a jaką Ty masz wymówkę na bieganie?!” i postanawiasz zaliczać codziennie półmaraton. [Choć deszcz akurat to norma, pada średnio 3-4 razy dziennie.]
Tak po 50-tce.
Ze zdeformowaną, niesprawną ręką.
W deszczu.
W tym momencie pytasz się siebie „a jaką Ty masz wymówkę na bieganie?!” i postanawiasz zaliczać codziennie półmaraton. [Choć deszcz akurat to norma, pada średnio 3-4 razy dziennie.]
Na koniec jeszcze jedna ciekawa rzecz – na skrzynkach pocztowych postawionych przed posesjami i mieszkaniami umieszcza się imiona i nazwiska
domowników. Sprytna rzecz, można z ulicy dowiedzieć się, kto gdzie mieszka bez darcia
się przez bramę „Czy to pani X? Nie?”. W Kamczatce też działa ten motyw, co
oczywiście niecnie wykorzystałem.
| Polan stronk! |




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz