 |
| Trzeba przyznać, że mój akademik pozwala poczuć się jak w jakimś getcie. Albo więzieniu. |
Gorąco. Duszno. Jasno.
Rano [no, powiedzmy] budzę się w piekarniku. Mam okno od wyjątkowo
nasłonecznionej strony, w dodatku od ulicy i to jeszcze na parterze – pijane
studenty wydzierają mi się po nocy, będę chyba strzelał do tych obwiesiów. Odczucia na
start niezbyt szałowe, ale nic to, żyć trzeba. Po jako takim ogarnięciu się pora
wyruszyć na rekonesans po tym całym Horsens, co by zobaczyć dziwy i cuda
duńskiej ziemi…
 |
| Huśtawki w samym centrum miasta - świetny motyw. |
-
Mewy. Drą mi się za oknem od rana. Jak na razie
działa to na zasadzie „tęsknego krzyku morskich ptaków” i ogólnie romantycznego
podejścia do morza, ale z czasem i do
nich pewnie będę chciał strzelać. Badając jakieś podwórko usłyszałem nagle
takie „hey!” i obejrzałem się spłoszony, jednak okazało się to tylko wrzaskiem
jakiegoś śmieszkowatego ptaszyska. Tak czy inaczej mewy i świeża bryza
mierzwiąca włos dają razem poczucie silnej „morskości” miasteczka, nawet bez
konieczności oglądania zabudowań portowych.
 |
| Taki tam deptak. |
- Buraki w bmw. Kiedy przejechało koło mnie
dudniące typowym „umcy-umcy” i nieco podeszłe wiekiem auto tej szlachetnej marki zrozumiałem, że
jest to idea wielka i ponadnarodowa. Widać dresowóz zawsze będzie dresowozem,
niezależnie od granic, nacji czy systemów.
 |
FÆNGSLET - stare więzienie przerobione na muzeum. Czy oni nie mają złoczyńców?
|
-
Fryzjerzy. Rozbij losową witrynę na dowolnej
ulicy i masz 90% szans, że wypadnie na Ciebie jakiś wściekły balwierz. Nie
wiem, czy to ja jakiś przeczulony jestem, czy Duńczykom tak szybko i obficie włosy
rosną, ale ilość zakładów naprawdę robi wrażenie lekkiej przesady.
 |
| Murale są i to fajne. Będzie więcej. |
-
Wózki elektryczne. Po ulicach i chodnikach
pomykają sobie na tych śmiesznych pojaździkach [rymy częstochowskie normalnie]
ludzie starzy i/lub otyli. Przypominają się obrazki typu „amurrica”, ale jest
to raczej typowe zjawisko dla starzejących się społeczeństw zachodniej Europy.
Podejrzewam, że gdyby nie głodowe emerytury naszych babć i dziadków, to u nas
też nie było by to żadną sensacją.
 |
| Kot. Chyba pierwsze napotkane czworonożne stworzenie. |
- Zakupy. Żeby zmniejszyć szok kulturowy wybrałem
się do znanego z kraju Netto, jednak ataku serca przy półkach się nie
wystrzegłem. Co by nie mówić, w porównaniu do rodzimych cen jest tu naprawdę
drogo – choć tubylcy z zarobkami rzędu 15k złociszy na pewno nie mają takiego
zdania. Trzeba się będzie po prostu przestawić, inne realia. Ale wołowina dość
tania i dostępna, miła odmiana po obowiązkowych w studenckiej diecie
kurczakach. Jednak mleka o zawartości 0,1%
tłuszczu nie zrozumiem nigdy. Barbarzyńcy. Na szczęście mają też 3,5. Poza
tym cuda globalizacji i kapitalizmu - na
regałach pojawiają się te same marki i produkty, więc brak obsługi duńskiego
nie boli tak bardzo.
 |
| Mam wrażenie, że kiedy Andersen wymyślał "Małą syrenkę", nie do końca o to mu chodziło... |
Na koniec dżołk sezonu:
Co robią Duńczycy aby otworzyć drzwi? Trykają je!
[„tryk” - pchać]
 |
| Kuń morski. W sumie jest w herbie Horsens, więc nawet ma to sens. |
Troszeczkę zrzędzisz jak na razie :P Ci fryzjerzy to pewnie dlatego, że Wikingom brody szybko rosną :P
OdpowiedzUsuńPS. Może dasz opcję komentowania anonimowo/bez podłączania jakichś podejrzanych kont pod nick?
Oj tam zrzędzę. Oswajam się z otoczeniem.
UsuńPS. Dodałem opcję, aczkolwiek i tak możesz się czuć zupełnie anonimowo, bo nie mam pojęcia kim jesteś ;P
I się nie dowiesz. Nigdy. Mwahahahaa.
UsuńDziękuję ^^