niedziela, 23 sierpnia 2015

PROLOG



[Nie, to nie Dania, ale musiałem wstawić coś odpowiednio "tchnącego klimatem"]

Powiadali, że warto. Możliwości, kariera, rozwój języka, poznanie nowych ludzi i kultur… a ja po prostu chciałem pojechać do Skandynawii. Zobaczyć fiordy, lodowce, pohasać po dzikich ziemiach wikingów, może posiedzieć gdzieś za kołem podbiegunowym – oczywiście pod wygodnym pretekstem nauki oraz ze wsparciem finansowym europejskich programów wymiany międzynarodowej. Koniec studiów za pasem, więc jak tu nie skorzystać z opcji sponsorowanej półrocznej wycieczki do innego kraju. Zatem zebrałem się, zaaplikowałem i skończyłem w najmniej „surowodzikopółnocnej” wersji Skandynawii, czyli Danii. No tak, kolebka wikingów i nawet klocki LEGO mają, ale nie do końca o to mi chodziło…
Nic to – do tureckich saracenów czy hiszpańskich bumelantów nie pojadę przecie. Czyli skracamy wakacje do 2 miesięcy, pakujemy morświna i ruszamy kraść wiedzę, technologie i kobiety potomkom wikingów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz