![]() |
| [Nadal nie Dania] |
Po pożegnaniu rodziny, wytarganiu psa i ostatnim
zaciągnięciu się zapachem ojczystej ziemi zasiadłem w lśniącym rydwanie
znajomego znajomego, co akurat ku duńskim wyspom zmierzał. Podróż przez ziemię
niemiecką do szczególnie zajmujących nie należała, toteż wykorzystałem ją do
odrobienia zaległości w śnie [poprzedniej nocy nie spałem dobrze… a właściwie w
ogóle, choć akurat nie przez nerwy]. Gdy dzień chylił się ku zachodowi
gdy przekroczyliśmy kolejną granicę i znalazłem się w Danii. No cóż, nie powitała
mnie brama wjazdowa zbudowana z klocków, asfalt nadal był czarny, a drzewa
zielone. Mają tutaj za to dziwne słupy energetyczne [zwracanie uwagi na takie
rzeczy to chyba moja przypadłość zawodowa]. Mijając kolejne tablice zapisane
dziwnymi nazwami mknęliśmy naprzód, aby o zmierzchu dojechać na miejsce. Ciche, spokojne, nisko
zabudowane miasto. Otwarty, pudełkowaty, rozbrzmiewający wieloma językami
akademik. Biały, sterylny, śmierdzący remontem pokój. Pierwsi spotkani ludzie –
Polacy. No to zaczynamy…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz