niedziela, 23 sierpnia 2015

DZIEŃ 0

[Nadal nie Dania]


Po pożegnaniu rodziny, wytarganiu psa i ostatnim zaciągnięciu się zapachem ojczystej ziemi zasiadłem w lśniącym rydwanie znajomego znajomego, co akurat ku duńskim wyspom zmierzał. Podróż przez ziemię niemiecką do szczególnie zajmujących nie należała, toteż wykorzystałem ją do odrobienia zaległości w śnie [poprzedniej nocy nie spałem dobrze… a właściwie w ogóle, choć akurat nie przez nerwy]. Gdy dzień chylił się ku zachodowi gdy przekroczyliśmy kolejną granicę i znalazłem się w Danii. No cóż, nie powitała mnie brama wjazdowa zbudowana z klocków, asfalt nadal był czarny, a drzewa zielone. Mają tutaj za to dziwne słupy energetyczne [zwracanie uwagi na takie rzeczy to chyba moja przypadłość zawodowa]. Mijając kolejne tablice zapisane dziwnymi nazwami mknęliśmy naprzód, aby o zmierzchu  dojechać na miejsce. Ciche, spokojne, nisko zabudowane miasto. Otwarty, pudełkowaty, rozbrzmiewający wieloma językami akademik. Biały, sterylny, śmierdzący remontem pokój. Pierwsi spotkani ludzie – Polacy. No to zaczynamy…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz