Budzę się.
Jestem już daleko od domu. Nocny autokar sunie przez jeszcze uśpiony świat, osnuty poranną mgłą i delikatnym szronem. Wkrótce wysiadam na skromnym dworcu pamiętającym czasy PRL-u. Małe miasteczko, małe biznesy poupychane w przydworcowych budach, mały świat toczący się nieśpiesznym tempem. Jest zwykły, roboczy dzień, piątek. Pod odrapanym zadaszeniem peronu pojawiają się zaspani uczniowie oraz szarzy dorośli ludzie, aby dać się zawieźć ku swoim codziennym obowiązkom. Między nimi ja, czekający na ostatni etap swojej podróży. Ukryty w pobliskim świerku kos rozgłasza wszem i wobec swoją miłosną pieśń – w końcu zaraz maj, natura wchodzi na coraz wyższe obroty.
Na plac wtacza się autobus lokalnego PKSu – w pierwszym rzędzie siedzeń półprzytomny pijaczek, za nim przekrój całego okolicznego społeczeństwa. Ruszamy. Grzania nie ma, więc rześki poranek wlewający się przez wszystkie szpary do środka pojazdu przypomina, że tutaj wiosna nie jest jednak taka prędka. Za oknem przesuwają się domy, posesje, pojazdy - bardziej i mniej dumne dorobki czyichś żyć. Okolica staje się coraz bardziej pofalowana, wkrótce pojawiają się znane mi już miejscowości – tu łapałem stopa, tam spałem, w tym miejscu schodziłem ze szlaku. Sporo historii zapisanej po drodze, sporo historii odtwarzanej we mnie samym. Gorzkie refleksje, nękające żale, powracające wątpliwości – co ja w ogóle tu robię? Czy to się uda? Czy to ma sens?
Po jakimś czasie jestem ostatnią osobą na pokładzie. Kierowca dopytuje, czy wysiadam szybciej? Nie, jadę do samego końca. Tak daleko jak się da. Autobus zawija na przystanek, drzwi otwierają się opornie, robię krok. Wciągam powietrze głęboko, patrzę na śnieg zalegający pod szczytami i wszystko co wlokłem tu za sobą znika. Jestem tam, gdzie powinienem być. Bieszczady jak zawsze witają mnie otwartymi ramionami swoich dolin – ja witam je szerokim, szczerym uśmiechem.
“Tell the wolves I’m home”
![]() |
Po przeszło 7 latach przerwy wracam - zamysł wciąż ten sam, tylko trochę bardziej.
Ja chcę zachować swoje doświadczenia przed zapomnieniem i opowiadam o swoich głupich przygodach.
Wy możecie popatrzeć, jak się prowadzi łajdackie życie i poczytać o moich głupich przygodach.
Nie gwarantuję niczego i zapraszam do wspólnej zabawy.

Właściwy człowiek we właściwym miejscu. I niech będzie dobrze.
OdpowiedzUsuń